sobota, 15 września 2012

ROZDZIAŁ 11.


            Rano obudziły Martę rozmowy dobiegające z salonu. Niezbyt zadowolona z faktu, że znowu się nie wyspała, weszła do wspólnego pokoju i zobaczyła całą czwórkę. Tak, czwórkę: Zbyszek też już siedział w najlepsze i zajadał się ciasteczkami, kupionymi zapewne przez Karolinę.
- O, wstała nasza śpiąca królewna! – zażartował Maciek
- Pospałaby dłużej, gdyby nie wasz brak zrozumienia! – burknęła, wpasowując się między Michała i Zbyszka na kanapie – no, przesuńcie się z lekka, prosić was mam?
- Uhuhu, ktoś tu się faktycznie nie wyspał – powiedział Zbyszek
- Spoko, nie martw się, za dziesięć minut wróci do siebie, tylko się rozbudzi – zaśmiała się Karolina, po czym zwróciła się do przyjaciółki – a ty nie siedź tak, tylko rusz dupę, bo zaraz idziesz z Michałem na zakupy!
- Co? Niech Zibi z nim pójdzie!
- Zibi to dopiero, co przyszedł – powiedział sam zainteresowany i wypiął jej język
- A Marta dopiero, co wstała! – odgryzła się dziewczyna
- Bez gadania, Walawska, Zbyszek jest mi potrzebny w kuchni, poza tym kto widział dwóch facetów na zakupach? Zapomną czegoś, kupią nie to, co trzeba i na obiad będziemy jeść zupki chińskie. Także raz, raz! – zarządziła Karolina
            Marta posłała przyjaciółce mordercze spojrzenie, po czym westchnęła i poszła się ogarnąć. Będąc pod prysznicem zastanawiała się, co znowu kombinuje Ignaczakówna. Po czterdziestu minutach była gotowa do wyjścia, tak więc wyposażona przez Karolinę w gustowny kosz wiklinowy i listę zakupów, zawołała Michała i oboje wyszli.
            Gdy zeszli na dół Marta zostawiła kosz w samochodzie, nie chcąc najeść się wstydu w osiedlowym sklepie. Oczywiście lista zakupów była tak długa i tak urozmaicona, że nie obyło się bez wizyty na bazarku kilkaset metrów dalej i w jeszcze kilku innych sklepach. W końcu po dwóch godzinach obładowani dochodzili do bloku przy Petofiego 7.
- Czekaj, wezmę ten gustowny koszyczek, bo tamta się jeszcze obrazi, że nie doceniłam tak miłego gestu – powiedziała z ironią, na co Michał się roześmiał – nie ma się z czego śmiać, zobaczysz jaki wykład pierdolnie, że tak chciała pomóc! – dodała i sama zaczęła się śmiać, wyobrażając sobie Karolinę fukającą na nią z powodu wspomnianego kosza.
            Wtaszczyli zakupy na drugie piętro i rozpoczęło się szukanie kluczy, które zakończyło się sukcesem po dziesięciu minutach. W dobrych humorach weszli do domu, w którym zastali tylko martwą ciszę, a na stole w salonie dostrzegli jakąś kartkę.
- Pięknie kurwa, jeszcze może obiad im zrobić? – wkurzyła się Marta – banda jełopów!
- Spokojnie, może wyszli tylko na chwilę i zaraz wrócą? Trzeba ogarnąć ten liścik ze stołu – Michał nie potrafił opanować śmiechu
- Zaraz, najpierw musimy rozpakować to gówno – wskazała na zakupy – i nie rozumiem, co cię tak bawi! – dodała oburzona
- W zasadzie ty. Śmiesznie się wkurzasz – skwitował Michał, po czym biorąc zakupy poszedł za Martą do kuchni
- Ja nie wiem, o co chodzi tej Ignaczakowej, kiedyś jej coś zrobię, przysięgam! – Walawska wrzuciła część kupionych produktów do lodówki, po czym resztę poukładała w szafkach i szufladach – dobra, idziemy ogarnąć, o co chodzi. Jedno jest pewne, nie robię im żadnego obiadu!
            Poszli do salonu i Marta złapała liścik. Był krótki, ale treściwy. Poczuła, jak serce wali jej jak młot i miała nadzieję, że Michał nie zwrócił na to uwagi. Przeczytała kolejny raz i kolejny mając nadzieję, że literki nagle ułożą się w zupełnie inne wyrazy. Jednak one nie chciały posłuchać. Na niedbale wyrwanej z zeszytu kartce, jak wół, było napisane: „My już sobie wszystko wyjaśniliśmy i wszystko wiemy. Reszta należy do Was. Macie godzinę, potem wracamy i ma być tak, jak to sobie ułożyliśmy w naszych porąbanych głowach :* Pzdr, K., M., Z.” Pod spodem, niestarannym pismem, na pewno nie należącym do Karoliny, widniało: „P.S.: Nie chcę jeszcze zostać wujkiem! :D Z.” Marta rzuciła kartkę na stół i wyjęła telefon. Napisała smsa: „Doigrałaś się! Skrzywdzę Cię, zanim zdążysz przekroczyć próg tego mieszkania, przysięgam!”, po czym wysłała go do przyjaciółki. W tym czasie Michał zdążył kilkukrotnie przeczytać wiadomość pozostawioną im przez przyjaciół. Na jego twarzy malowało się zaskoczenie z odrobiną przerażenia. Marta zaczęła nerwowo chodzić po pokoju.
- Dobra, o co chodzi? – spytał kompletnie zdezorientowany Michał
- Sama chciałabym to wiedzieć. Na razie ogarnęłam tyle, że mamy pogadać. Dobra, siadaj! – zarządziła wskazując miejsce na kanapie i sama usiadła obok – Wiem, że głupio to zabrzmi, ale muszę zadać to pytanie, więc odpowiedz szczerze. Czy ty… Czy… Może… Czy... No…
- No co „czy ja”?
- Rozmawiałeśzemnąokimś?!
- Co?
- Tfu! Stop, od początku! Oddychaj Marta, oddychaj… Wdech i wydech, wdech… - zaczęła unosić i opuszczać prawą dłoń, demonstrując głębokie oddechy – zrobisz teksańską masakrę piłą mechaniczną sprawcom tej idiotycznej sytuacji jak wrócą, teraz musisz ją ogarnąć. Spokojnie, tylko spokojnie… Dobra, to tak… Rozmawiałeś z kimś… może… na mój temat?
- Nie… Tak… Nie… No dobra, z Zibim – Michał plątał się tak, jak dotąd Marta – mówiłem mu tam, że jesteś spoko i, że cię lubię
- A, no widzisz i już wszystko jasne – Marta klasnęła w dłonie – bo ja też rozmawiałam z Karoliną, że jesteś spoko i, że cię lubię. Tak ogólnie, oczywiście
- No… i, że czasem myślę… co u ciebie, czy coś… tak wiesz, czysto hipotetycznie myślę...
- No więc właśnie… ja też tak tam wspominałam Karolinie… że też tak wiesz… zupełnie hipotetycznie czasem sobie myślę, co u ciebie…
- I… no, że tego… że się cieszę, że mamy taki dobry kontakt, bo tak jakoś…
- Tak jakoś o… no fajnie jest i też się z tego cieszę…
- Także tego… i z tej twojej herbaty z sokiem malinowym się śmiałem też, że muszę spróbować…
- A, racja, też coś tam się śmiałam, że nie piłeś i muszę cię nią poczęstować…
- No i tam jeszcze… że w sumie fajnie byłoby, gdyby… cośztegowyszłoboniejesteśmiobojętna – powiedział na wdechu
- Tak, też tak uważam! – odpowiedziała Marta, zanim przeanalizowała to, co właśnie usłyszała – Zaraz, co?! – jednak nie dane było jej w tej chwili poznać odpowiedzi, gdyż Michał wykorzystując jej zamyślenie, zbliżył się i pocałował ją. Odwzajemniła pocałunek. W zasadzie to nie chciała, by ta chwila się skończyła. Poczuła motylki w brzuchu, jak nastolatka i zaczęła się śmiać sama do siebie.
- Właśnie to. Z czego się śmiejesz? – zapytał zdezorientowany Michał
- Z tego wszystkiego! To jakaś paranoja Misiek! Znamy się hmm… powiedzmy, że trzy tygodnie, z tego większość czasu byliśmy w kontakcie… powiedzmy telefoniczno – internetowym, nasi przyjaciele „sprzedają” nas sobie nawzajem, a my zachowujemy się, jakbyśmy mieli po dziesięć lat. A wiesz, co jest w tym wszystkim najlepsze? Że jest mi z tym naprawdę dobrze! Że mimo, że wiem, że wyglądam, jakbym właśnie straciła rozum, ja się świetnie czuje z tym faktem! – śmiała się dalej
- Właśnie tu jest cały problem… Że ja czuję się tak samo! To nie jest normalne, trzeba coś z tym zrobić – śmiali się oboje
- Zrobić, to my coś musimy z tymi zdrajcami, którzy doprowadzili do sytuacji, w której zabieraliśmy się do tematu, niczym szczerbaci do sucharów!
- Oo, zdecydowanie trzeba się zemścić
- W sumie, to mam już pewien pomysł, żeby im kopary poopadały. Zrobimy tak… - Marta wtajemniczyła Michała w swój plan.

* * *
Jedenastka.

piątek, 14 września 2012

ROZDZIAŁ 10.


            Od dwudziestu minut cała trójka próbowała zapakować się do samochodu Marty, jednak chłopcy cały czas sprzeczali się o coś. Tym razem poszło o to, który z nich siedzi z przodu, bo obaj, jak twierdzili, mają chorobę lokomocyjną.
- No jak babcię kocham, zaraz się skończy moja cierpliwość i każdy dostanie po kopie w dupę i będziecie jechać tym pociągiem! Zwariować z wami można! – Marta zaczynała się na nich naprawdę wkurzać
- No bo… - zaczęli obaj
- Żadnego kurwa „no bo”, siadać mi z tyłu jeden z drugim i nie chcę słyszeć ani słowa do samej Warszawy! – Michał ze Zbyszkiem posłusznie usiedli z tyłu, Marta w tym czasie włączyła muzykę i zrobiła głośniej, gdy usłyszała „Autsajdera”. Spojrzała we wsteczne lusterko – i co, nie dało rady tak się zachowywać od początku? Zobaczcie jak przyjemnie… „No i wódy, wódy brak” – zaśpiewała razem z Ryśkiem
- Matko, ale kariery muzycznej, to ty chyba nie zrobisz – Zbyszek ostentacyjnie zatkał sobie uszy. Marta tylko popukała się w głowę dając do zrozumienia, by zrobił to samo, na co ten wypiął jej język. Zatrzymali się na stacji benzynowej, by zatankować i napić się kawy.
- Ja chyba muszę się kimnąć – powiedział Michał
- A w nocy to co robiłeś? – spytała rozbawiona Marta
- Jak to co? Czatował z kamerą licząc, że uda mu się nagrać seks taśmę! – odpowiedział za przyjaciela Zbyszek
- Bartman, ty to jednak jesteś pojebany – rzuciła rozbawiona Walawska, kręcąc głową z politowaniem – ale niech stracę, dawaj do przodu na ploteczki, niech się Misiek wyśpi
- Na ploteczki? Sorry, ale ja jestem poważnym człowiekiem i się plotkami nie zajmuję!
- Zawsze możesz dokończyć podróż w bagażniku, między walizkami, jak ci nie odpowiada!
- Dobra, dobra, żartowałem! – powiedział Zbyszek, wyobrażając sobie, jak gnieździ się ściśnięty między bagażami.
Dopili kawę i ruszyli w drogę. Jak na tak daleką podróż, minęła im szybko, bez większych zakłóceń. Michał spał prawie do samej Warszawy, za to Zbyszek nadrabiał za nich dwóch i sprawiał, że Marcie uśmiech nie schodził z ust. Cieszyła się, że spotkała w piątek chłopaków. Dobrze czuła się w ich towarzystwie i wiedziała, że znajomość z nimi jest początkiem czegoś nowego, ale zdecydowanie fajnego. Z resztą zawsze wolała towarzystwo facetów. Śmiała się z Karoliną, że baby nie robią nic innego, tylko wiecznie narzekają, stwarzają fochy i same nie wiedzą, czego chcą.
Dojechali właśnie pod blok Zbyszka. Siatkarz wysiadł i wyjął swoją walizkę z bagażnika, Michał w tym czasie usiadł na siedzeniu pasażera.
- Przyjedź do nas jutro na Petofiego! – powiedziała Marta
- Ale tylko wtedy, jak zrobisz obiecaną parapetówkę – zaśmiał się
- Dobra, coś się ogarnie – rzuciła puszczając mu oczko, po czym ruszyła z drugim towarzyszem podróży do domu – ja nie wiem, jak wy możecie się przyjaźnić. Jesteście przecież zupełnie różni! – zwróciła się do Michała
- Tak myślisz? – spytał chłopak – tak naprawdę jesteśmy do siebie bardzo podobni. Obaj wybuchowi, czasem złośliwi…
- Niby tak, ale ty jesteś spokojniejszy, potrzebujesz czasu, żeby się rozkręcić w towarzystwie i czasem sprawiasz wrażenie wręcz zamkniętego w sobie. Zbyszek to chodzący wulkan energii, jemu jest wszędzie dobrze, z każdym się dogada, zawsze się jakoś w to towarzystwo wpasuje.
- W sumie nie do końca. Jak ktoś lub coś Zibiemu nie podpasuje, to bez kija nie podchodź. No, ale skoro mówisz, że jesteśmy różni… – zaśmiał się – widocznie przeciwieństwa się przyciągają, jak to mówią
            Marta zaparkowała pod ich blokiem, po czym wzięli swoje bagaże i ruszyli na górę. Gdy weszli do mieszkania, od razu doleciał do nich zapach lasagni. Dopiero wtedy Marta uświadomiła sobie, jak bardzo jest głodna.
- Jestem z moją niespodzianką – rzuciła w stronę kuchni, skąd dobiegały rozmowy narzeczonych
- Wchodźcie, wchodźcie! Cześć Ka… ooo, Michał, miło cię widzieć – powiedziała Karolina, wychodząc do nich i próbując ukryć zaskoczenie, które Marta wyłapała bez najmniejszego problemu. Na szczęście siatkarz niczego nie zauważył.
            Zanieśli swoje walizki do pokoju Walawskiej, po czym całą czwórką zasiedli do kolacji. Specjał Karoliny smakował wyśmienicie
- Musisz mnie wreszcie nauczyć ją przyrządzać! – powiedziała Marta nakładając sobie kolejną porcję
- Mówiłam ci, że to banał, pół godziny roboty i gotowe!
            Po kolacji zmęczeni podróżą Marta z Michałem postanowili pójść wcześniej spać. Tak więc Misiek dostał swój przydział pościeli w salonie, po czym każdy po uprzedniej okupacji łazienki zaszył się w swoim pokoju. Marta napisała jeszcze smsa Krzyśkowi, że wyjazd do Piły zakończył się w pewnym sensie klapą, a po otrzymaniu odpowiedzi, że z kolei jego wyjazd zapowiada się z każdą minutą coraz lepiej, uśmiechnęła się do telefonu na myśl, co może robić teraz jej przyjaciel. Już miała się położyć, gdy drzwi do pokoju uchyliły się lekko.
- Mogę? – spytała Karolina
- Pewnie, wchodź – odpowiedziała Marta pokazując, by usiadła obok niej na łóżku
- To opowiadaj, co się wydarzyło w tej Pile i jak to się stało, że pojechałaś do jednego faceta, a przywiozłaś drugiego?
- Daj spokój, to nie tak, jak sobie wyobrażasz – zaśmiała się Marta i opowiedziała przyjaciółce wszystko od momentu przypadkowego spotkania z chłopakami w parku. Mówiła właśnie o tym, jak to Zbyszek „wylosował” sobie spanie z nią w pokoju
- I co, i wy… tego?! – spytała otwierając szeroko oczy z przerażenia
- Zwariowałaś?! Za kogo ty mnie masz? Spanie z facetem w jednym łóżku nie oznacza od razu niewiadomo czego, co ty się z choinki urwałaś?!
- Nie no, bo mówisz o tym tak spokojnie, że już sama nie wiem, czego się spodziewać…
- Idź, głupia jesteś! Bo to raz spałam z Krzyśkiem w jednym łóżku? I jakoś nikomu nic się nie stało. Poza tym bez przesady, Zbyszek jest zajebistym chłopakiem, ale totalnie nie w moim guście!
- A Michał? – Karolina zmrużyła oczy
- Co Michał? – Marta próbowała grać na czas udając, że nie wie o co chodzi przyjaciółce
- Walawska, dobrze wiesz, o co mi chodzi!
- Nie wiem Karolina… - zaczęła niepewnie – mimo, że jak twierdzi, są z Zibim do siebie bardzo podobni, dla mnie on jest zupełnie inny. To jest wiesz… jakby to dobrze ująć… inny rodzaj hmm… chemii? Tak, nazwijmy to chemią. No więc jest to inny rodzaj chemii, niż z Kamilem. Wiesz, z nim było mi dobrze w pewien sposób, ale wkurzało mnie, że z niego takie „ciepłe kluchy”, na wszystko się zgadza, jakby mógł, to by mi dupę miodem wysmarował, wiesz o czym mówię. Misiek jest inny… jakoś tak ciągnie mnie do niego. Tak wiem, zaraz dostanę kazanie, że znamy się krótko, że młodszy, że wszystko, co złe. Ale co ja poradzę, że lubię, kiedy do mnie dzwoni? Że lubię słyszeć jego głos, lubię, kiedy się uśmiecha, kiedy się złości, kiedy mówi do Zbyszka „zamknij się, pacanie!”? – zaśmiała się sama do siebie, gdy go naśladowała – że lubię to zakłopotanie na jego twarzy, kiedy nie wie, co ma powiedzieć i to, jak daje się nabrać, gdy z Zibim robimy sobie z niego jaja… a nawet to, że nigdy nie pił herbaty z sokiem malinowym, bo uważa to za niepołączalne… Co ja mam Karola na to poradzić, powiedz mi? Nic.
- Ja pierdolę, dziewczyno, czy ty siebie słyszysz? – na twarzy Karoliny widać było ogromne zaskoczenie – ty wpadłaś po uszy! Nie wierzę, zadurzyłaś się w Kubiaku!
- Ciszej, kurwa! Chcesz, żeby się przestraszył i uciekł?
- Daj spokój, on już dawno śpi, sprawdziłam przed przyjściem do ciebie i specjalnie zamknęłam drzwi do salonu. O nie wierzę, no po prostu nie wierzę, hahaha, cyrk na kółkach!
- Dzięki kurwa! Jak zawsze pomoc nadchodzi z każdej strony…
- Dobra, nie marudź i idź spać, a jutro pomyślimy, co z tym fantem zrobić.
- Co zrobić, jakie zrobić, z jakim fantem? Ty już lepiej nic nie rób, ja sobie sama z tym wszystkim poradzę! Jakoś to ogarnę…
- Taa, jasne… - powiedziała Karolina wychodząc z pokoju – dobranoc! Mokrych snów z Ku… - nie dokończyła tylko pospiesznie zamknęła drzwi, inaczej groziło to zarobieniem poduszką.
            Marta postanowiła nie przejmować się tym, jak całą sytuację podsumowała przyjaciółka. Jak to ktoś kiedyś mądrze powiedział „będzie, co ma być”. Nawet nie podejrzewała, że w głowie Karoliny zrodził się już chytry plan, by tych dwoje, jak to sobie pomyślała, „ogarnęło temat jak trzeba”.

* * *
No to mamy pierwszą dziesiątkę. Pozdrawiam, niecodzienna.

czwartek, 13 września 2012

ROZDZIAŁ 9.

O umówionej porze czekała na Michała i Zbyszka, łapiąc jedne z ostatnich promieni słonecznych podczas tych wakacji. W końcu wyszli obaj, jak zwykle o coś się sprzeczając.
- Siedemnaście minut spóźnienia, to nie podchodzi już pod kwadrans akademicki. Wstyd, żeby kobieta na was czekała! – zgromiła ich na dzień dobry – i nie kłócić mi się, bo wrócę do domu, gorzej jak dzieci…
            Postanowili pójść do parku, w którym niespodziewanie się wczoraj spotkali. Po drodze wstąpili do sklepu, w którym Marta kupiła sobie „śniadanie”, składające się z drożdżówki i jogurtu truskawkowego. Czas płynął szybko, jak to zwykle bywa w miłej atmosferze. Radosne rozmowy przerwał dźwięk telefonu Marty.
- To Kamil, sorry – powiedziała odbierając – słucham?
- Gdzie ty się podziewasz?! – jego głos wskazywał, że jest zdenerwowany – czekam na ciebie od godziny!
- To już tak późno? Wybacz, nie zwróciłam uwagi. Siedzę z chłopakami w parku, ale już wracam – odpowiedziała Marta i rozłączając się zwróciła się do Michała i Zbyszka – muszę wracać, Kamil się wkurzył, bo czeka w domu
- Uhuhu, Kamil się wkurzył, pewnie czeka z obiadem, a może nawet kolacją przy świecach, bo na coś liczy – zaśmiał się Zbyszek, na co Marta trzepnęła go w ramię
- A ty co, nie możesz się Michała doprosić i zazdrościsz? – odgryzła się.
            Droga powrotna zajęła im ponad godzinę, bo wiecznie musieli zatrzymywać się przy wystawach sklepowych, przy których komentowali poszczególne stroje, albo Michał wkurzył się za coś na Zbyszka i próbował go złapać, albo Marta wybuchała śmiechem, bo któryś coś powiedział. W końcu udało się im dotrzeć do domów.
- Jestem! – krzyknęła – przepraszam, że tak długo to trwało, ale Michał ze Zbyszkiem…
- Michał ze Zbyszkiem – przerwał jej Kamil, przedrzeźniając ją – odkąd przyjechałaś słyszę tylko Michał to, Michał tamto, Zbyszek jeszcze co innego. Daj już spokój!
- O co ci chodzi? Są sympatyczni, lubię ich i tyle. Zagadaliśmy się w parku, to wszystko.
- Zagadaliśmy się, to wszystko – znowu zaczął naśladować Martę, czego ona serdecznie nienawidziła – do kogo tu przyjechałaś? Do mnie, czy do tych dzieciuchów?!
- Po pierwsze nie przedrzeźniaj mnie, bo tego nienawidzę, zwłaszcza jeśli tak marnie ci to wychodzi. Po drugie przyjechałam do ciebie, ale miałam w planach spotkać się z Michałem, nie wiedziałam, że będzie też Zbyszek. Po trzecie to nie są żadne dzieciuchy! Między nami a Miśkiem jest raptem dwa lata różnicy, taki dorosły jesteś?! A poza tym to nie ja pracuję, kiedy mam gości!
- Ach, więc to wszystko moja wina, tak?! To może od razu idź do nich, na pewno zapewnią ci lepsze rozrywki, niż ja. Bo ja przecież PRACUJĘ – zaakcentował ostatnie słowo, znów próbując ją przedrzeźnić
- Masz rację. To nie ma sensu. Miałam rację myśląc, że ten wyjazd będzie niewypałem. Pozwolisz tylko, że zabiorę swoje rzeczy i już mnie nie ma. Przepraszam, że straciłeś na mnie tyle cennego czasu, który przecież mogłeś spędzić w pracy – dodała kąśliwie, po czym poszła do pokoju po swoje rzeczy.
- Marta, daj spokój, no… - Kamil obserwował, jak dziewczyna się pakuje – no już, okej. Nie bądźmy dziećmi…
- Nie Kamil, to ty daj spokój. Ustaliliśmy, że nic nas nie łączy, a ty zachowujesz się, jakbym właśnie wróciła z randki z kimś innym. Powiedzmy sobie szczerze, to nie ma sensu. Ja nie jestem w stanie dać ci nic więcej, poza koleżeństwem, ewentualnie z czasem przyjaźnią, a ty cały czas na coś liczysz. Będzie lepiej, jak już pójdę. Cześć – wzięła walizkę i zeszła do samochodu. Niewiele myśląc weszła do klatki w bloku obok.
- Siema, sprawa jest – powiedziała do zdumionego Zbyszka, który otworzył jej drzwi
- Nie wyglądasz jak po dobrym seksie, wchodź – zażartował, po czym oberwał w głowę od Marty
- Co się dzieje? – na przedpokój wyszedł Michał
- Nic się nie dzieje, interes mam do was. Do ciebie w sensie.
- Do mnie? O co chodzi?
- Jak nie będziesz mi przerywał setką pytań, to ci powiem o co chodzi – zaśmiała się – jak jutro jedziecie do tej Warszawy?
- Noo normalnie… pociągiem
- Idealnie – klasnęła w dłonie – znaczy właściwie to głupia sprawa jest. Noclegu potrzebuję…
- Uhuhu, poważna kłótnia w małżeństwie! – dalej żartował Zbyszek – Przypro…
- Zamknij się, pacanie! – zagrzmiał Michał – nie potrafisz chociaż raz zachować powagi?!
- Nie spoko, nic się nie dzieje – zaśmiała się Marta – po prostu podjęłam słuszną decyzję o powrocie do Warszawy, ale jest późno i nie lubię jeździć po nocy. Gdybyście dali mi kawałek podłogi i coś do przykrycia się, to jutro będziecie mieli podwózkę pod sam dom
- No spoko, nie ma problemu – powiedział nieco osłupiały Michał – przechodź i opowiadaj, co jest grane
- Spoko, tylko pójdę po walizkę – powiedziała, odwracając się na pięcie. Zbyszek zaoferował się pomóc. Będąc na klatce, zaczął swoje:
- To co, przyłapałaś go z panienką?
- Bartman, ogarnij wreszcie dupę z tymi tekstami, proszę cię! A jeśli chodzi o ścisłość, to wręcz przeciwnie
- Co, on cię przyłapał z panienką? – zaśmiał się
- Nie, po prostu nie potrafił zrozumieć naszych relacji, które były jasno określone. Dlatego postanowiłam wrócić do domu, jak zwykle emocje wzięły górę, bo z tego wszystkiego zapomniałam która godzina i, że będę musiała jechać po nocy. Tak więc nie powiem, żebyście mi nie ratowali dupy trochę
- Polecamy się na przyszłość – skłonił się – duet Kubiak i Bartman, zawsze do usług!
- Ty to jednak jesteś głupi – zaśmiała się Marta. Przerzuciła z walizki do torebki niezbędne rzeczy, wzięła w rękę kosmetyczkę, po czym udali się na górę. W tym czasie Michał zrobił herbatę. Usiedli w pokoju i Marta opowiedziała im całą historię związaną z Kamilem, włączając w to dzisiejszą kłótnię.
- Pewnie nie masz soku malinowego? – skrzywiła się stawiając kubek na stole
- Soku malinowego? Do herbaty? – spytał Michał z niedowierzaniem
- No nie gadaj, że nie lubisz herby z sokiem?
- Szczerze mówiąc nigdy nie piłem…
- Uuu stary, to ja widzę, że cię czeka niezła szkoła ode mnie – zaśmiała się – a w ogóle, nocujesz u Zbyszka, tak?
- Właściwie to nie. Mieszka z rodzicami, więc sama rozumiesz, nie chcę im się zwalać na głowę…
- Ta, boi się mojej mamy po prostu, a nie! – zażartował Zbyszek
- To gdzie będziesz nocował? Świętokrzyski fajna sprawa, ale zimno może już być
- Nie no, ogarnę sobie akademik jutro
- Akademik powiadasz… - zamyśliła się – a znam fajny, na Petofiego, trzypokojowy
- Haha Misiek u ciebie?! W życiu Marta, zapomnij! Przecież on się będzie starym bał powiedzieć, że nocuje u panny – w dalszym ciągu nabijał się Zbyszek, za co oberwał poduszką
- Nie no, nie wiem, nie chcę przeszkadzać… - speszył się Michał
- Dobra młody, nie pierdol. Jeśli ktokolwiek tu przeszkadza, to ja w tej chwili. Ty będziesz przynajmniej zapowiedzianym gościem. Właśnie, muszę zadzwonić do Karoliny! – wyszła do kuchni, by porozmawiać z przyjaciółką. Wróciła po czterdziestu minutach – załatwione! Teraz to już nie masz wyjścia, Karola mi nogi z dupy powyrywa, jak nie przywiozę ze sobą obiecanej niespodzianki. A tego byś nie chciał oglądać.
- I czterdzieści minut zajęło ci opowiadanie o „niespodziance”? – Zbyszek był zdumiony – biedna Karolina, spodziewa się nie wiem jakiego przystojniaka, czy innej gwiazdy, jakiegoś Brada Pitta, czy coś, a tu tylko Misiek, czar prysł!
- Oj no, musiałyśmy pogadać, nie widziałyśmy się od wczoraj rano – wypięła język Bartmanowi – dobra Michał, możesz ogarnąć mi coś do przykrycia i narysować na podłodze kwadracik, w którym mogę się kimnąć?
- Przestań, kimniesz się u mnie na łóżku – powiedział Misiek
- Hah, jest tylko pewien mały problem – zaczął poważnie Zbyszek – jest nas troje, a łóżka są dwa, więc musisz losować, z którym z nas śpisz – poruszył znacząco brwiami, na co Marta zaczęła się śmiać
- Okej, tylko czemu ja mam losować? Zagrajcie w jakiś „kamień, papier, nożyce”, czy innego „marynarza” – tak zrobili, a „konkurs” wygrał Zbyszek
- No to miłego spania na kanapie stary – zaśmiał się do przyjaciela – mokrych snów podczas słuchania odgłosów z pokoju
- Tylko żeby mi z tego dzieci nie było Bartman! Ja się do bycia wujkiem nie spieszę – odpowiedział mu Michał
- Nie bój żaby, jestem przygotowany na takie sytuacje! – odpowiedział mu Zbyszek
- Jesteście pojebani! Za chwilę obaj będziecie spali u Miśka w pokoju, a ja na kanapie i to ja się będę obawiała, żeby ciotką nie zostać – powiedziała Marta kierując się do miejsca swojego noclegu. I chociaż chciała, żeby zabrzmiało to jak najpoważniej, znów nie mogła opanować śmiechu. 

* * *
Dziewięć. Miłego, niecodzienna.

środa, 12 września 2012

ROZDZIAŁ 8.


            Rano obudziły Martę śmiechy dochodzące z kuchni. Przekręciła się na drugi bok i już miała przykryć się poduszką, by spać dalej, gdy nagle usiadła na łóżku. Śmiechy należały do Karoliny i… KRZYŚKA! Czym prędzej pobiegła do kuchni i zobaczyła rodzeństwo przygotowujące śniadanie.
- No proszę, Ignaczaki w jednym pomieszczeniu, na dodatek rozmawiają ze sobą i trupów wciąż brak – zaśmiała się i spojrzała wymownie na przyjaciółkę – i co, nie trzeba było tak od razu?
- Oj mówisz tak, jakbyś mnie nie znała. Najpierw byłam wściekła, a potem… - zaczęła Karolina
- Dobra, już nieistotne przecież. Grunt, że ci wczoraj przemówiłam do rozsądku – powiedziała wyciągając talerze i zwróciła się do przyjaciela – to co dzisiaj jemy?
- My jemy „specjalność Ignaczaków”, a ty to, co sobie zrobisz – zażartował, po czym Walawska poszła nakryć do stołu, udając obrażoną.
            Po śniadaniu i wspólnej kawie Marta i Krzysiek pożegnali się z Karoliną i Maćkiem, i zeszli do swoich samochodów, po czym każde ruszyło w swoją stronę. Podróż upłynęła Marcie szybciej niż się spodziewała. Parkowała właśnie pod blokiem Kamila, gdy chłopak wyszedł z klatki.
- W końcu cię widzę! Nie mogłem się już doczekać – przywitał się z Martą
- Aż tak się stęskniłeś? – zażartowała Walawska. Wyjęła walizkę z bagażnika, zamknęła samochód i razem poszli na górę.
            Mieszkanie Kamila było całkiem przytulne. Małe, bo małe, ale zdecydowanie wystarczające dla jednej osoby. Urządzone było w starodawnym, chociaż klasycznym stylu i gdyby nie sprzęt w postaci telewizora, czy DVD, można byłoby pomyśleć, że człowiek cofnął się w czasie. Kamil zrobił herbatę z sokiem malinowym, po czym usiedli przy stole i zaczęli rozmawiać. Wspominali Jastrzębią Górę, Marta opowiadała mu również o Memoriale Wagnera, wykluczeniu Krzyśka z kadry i o spięciu z Karoliną, dzięki któremu przemówiła jej do rozsądku, a także o przeprowadzce do Warszawy, starając się jak najdokładniej opisać obecny wygląd mieszkania. Potem Kamil opowiadał o jego przeprowadzce, o pewnej sąsiadce, która daje mu się we znaki oraz o kilku już poznanych osobach ze studiów.
            Z racji, iż było stosunkowo wcześnie, a Marta odpoczęła już po podróży, postanowili się przejść. Spacerowali uliczkami Piły, kierując się w stronę parku. Będąc u celu swojej podróży usiedli na ławeczce. Rozmawiali właśnie o „Skazanym na bluesa”, gdy usłyszeli rozmowę prowadzoną przez dwie osoby w sąsiedniej alejce:
- Mówię ci, że to ona! – powiedział pierwszy
- Widzieliście się na memoriale, potem pooglądałeś sobie kilka zdjęć na gronie i już jesteś taki pewny. Powiedz mi, co tu robi, jeśli to ona? Przyjechała do ciebie? – zakpił drugi z nich
- Jestem pewien, że to ona i nie mam pojęcia, co robi w Pile. Widzisz, że nie jest sama, może to jej chłopak? Podejdźmy, to się dowiemy.
- Tylko wiochy narobisz stary, jestem pewien, że to nie ona!
- Kubiak, psujesz mi niespodziankę! Miałam się do ciebie odezwać jutro – rzuciła Marta w stronę zbliżających się do nich Michała i Zbyszka. Na widok wstającej z ławki Walawskiej ten pierwszy podbiegł do niej i przytulił ją
- Marta! Co tu robisz?!
- Przyjechałam odwiedzić kolegę, który będzie tu studiował od października. Właśnie, to jest Kamil, a to Michał i Zbyszek, o których ci opowiadałam przy historiach związanych z memoriałem – chłopcy podali sobie ręce – miałam się do ciebie jutro odezwać, bo Kamil pracuje, a ja sama się nie ogarnę w tym mieście. No a ty wszystko zepsułeś! – próbowała udać obrażoną, jednak widząc minę Michała zaczęła się śmiać.
- To co, może kupimy jakieś browary i pójdziemy do Michała pogadać? – Zbyszek znacząco poruszył brwiami
- Browary? A co ty pełnoletni jesteś jeden z drugim, żeby się piwem raczyć? – zażartowała Marta
- Ja już tak, ale jemu kupimy soczek. Może być pomarańczowy, Misiu? – zaśmiał się Zbyszek, zwracając się do przyjaciela
- Ej, to tylko pół roku jeszcze! – odpowiedział Michał
            Skierowali się do sklepu. Kamil od ich spotkania z chłopakami niewiele się odzywał i sprawiał wrażenie obrażonego. Jednak Marta nie miała zamiaru się tym przejmować, dawno już ustalili, że nie przyjechała tu w odwiedziny do narzeczonego, czy nawet chłopaka. Ot, koleżeńska wizyta, jak i koleżeńskie relacje, co z resztą również ustalili podczas remontu warszawskiego mieszkania. Weszli ze Zbyszkiem do sklepu i kupili zapas „napoju bogów”, jak śmiała się Walawska. Postanowili, że piwa dla Michała schowają do torebki Marty i wyjdą z sokiem pomarańczowym, który mu wręczą. Gdy po wyjściu ze sklepu Zbyszek wręczył mu litrowy kartonik Cappy, cały żart wyszedł na jaw, gdyż Marta popłakała się ze śmiechu, widząc minę Miśka.
            Dotarli do mieszkania Michała. Nie obyłoby się w życiu Walawskiej bez kolejnego zbiegu okoliczności. Nieważne jak Piła długa i szeroka, siatkarz mieszkał w bloku obok Kamila. Sącząc Heinekeny wspominali memoriał w Olsztynie, opowiadali sobie, co u nich, gdy Marta o czymś sobie przypomniała.
- Zbyszek, a w ogóle, to co ty tutaj robisz? Przecież nie grasz w Jokerze, tylko w tym sezonie będziesz grał w lidze WŁOSKIEJ – powiedziała naśladując dumę Michała, gdy mówił jej to podczas turnieju
- To co, od roku mam we Włoszech mieszkać? – zaśmiał się – przyjechałem przyjaciela odwiedzić, trochę się widzieć nie będziemy w końcu. No, ale w niedzielę wieczorem wracam już do Warszawy, Kubi w sumie się ze mną zabiera, będę się jeszcze kilka dni z nim użerać!
- Mogę nie jechać, jak nie chcesz! – obruszył się Michał
- Młody, wyluzuj. Nie widzisz, że kolega Zbigniew sobie z ciebie jaja robi? To kiedy wylatujesz? – dodała zwracając się do Zbyszka
- Dziesiątego, a co?
- Nic, nie załapiesz się na parapetówkę. Chyba, że ją przeniesiemy w czasie – poruszyła znacząco brwiami.
- No raczej! Inaczej nie będzie dobrej zabawy, mówię ci. Impreza bez Bartmana, to nieudana impreza! – zaśmiał się, dumnie się wypinając.
- I co mi się tak wypinasz? Pożyjemy, zobaczymy co da się zrobić.
            Wieczór upłynął w miłej atmosferze. W dobrych nastrojach spowodowanych zarówno niespodziewanym spotkaniem z chłopakami, jak i alkoholem, który zaszumiał w głowie, Marta z Kamilem wrócili do domu. Długo jeszcze rozmawiali i znów nawet nie zauważyli, jak zastał ich ranek.
            Obudził ją dzwoniący telefon. Wstała z łóżka i zaczęła szukać w torebce.
- Jeśli nie chcesz mi powiedzieć, że jest wojna i mam się ewakuować, to lepiej się rozłącz i spraw, żebym zapomniała, ze zostałam obudzona – powiedziała opadając z powrotem na łóżko
- Nie strasz, dziewczyno! – zaśmiał się Michał po drugiej stronie słuchawki – chciałem się dowiedzieć, jakie masz plany na dzisiaj. Mówiłaś, że Kamil idzie do pracy, a wczoraj się w końcu nie umówiliśmy co i jak
- Boże, Misiek… Która jest godzina? – spytała z wyrzutem
- Trzynasta pięćdziesiąt dwie. Ile to można spać?
- Oj, bo gadaliśmy z Kamilem do rana i tak o. Kurwa, faktycznie późno!
- Taa… gadaliśmy
- Kubiak, gdybyś siedział teraz obok mnie, dostałbyś w łeb! Ogarnij dupę i za pół godziny widzimy się na ławce przy placu zabaw – powiedziała i rozłączyła się.

* * *
Ósmy rozdział na dobranoc :) Pozdrawiam, niecodzienna.

wtorek, 11 września 2012

ROZDZIAŁ 7.


- Krzysiek, do kurwy! Czy ciebie pojebało już do reszty?! – Marta nie potrafiła opanować złości – jak mogłeś być do cholery tak nieodpowiedzialny?! No gorzej jak dzieciak, ja pierdolę!
            Krzysiek siedział i wpatrywał się w podłogę. Wiedział, że właśnie schrzanił coś, co było dla niego najważniejsze. Jeden głupi wybryk, wypad na piwo po meczu z Chinami w sobotę razem z Kadziem i młodszym Stelmachem, który „trochę” się przeciągnął i koniec. Wszyscy trzej zostali wykluczeni z kadry do końca 2005 roku, co oznacza, iż we wrześniu nie polecą do Rzymu na Mistrzostwa Europy. W związku z tym Krzysiek dostał nie tylko kilka dni wolnych, tak bardzo upragnionych przez Martę, a prawie cały miesiąc, zanim rozpoczną się treningi Skry Bełchatów poprzedzające rozgrywki ligowe. Siedzieli właśnie w pokoju Marty w Wałbrzychu.
- Możesz chociaż ty być dla mnie łaskawsza? – zaczął niepewnie – u wszystkich mam już przejebane. Starzy się do mnie nie odzywają, ojciec powiedział, że nie chce mnie znać, Karolina też obrażona, dzwonią wiecznie do mnie z każdej możliwej gazety i każą mi to komentować, Arek fuka, że sam jestem sobie winien, Ewa nie chce ze mną rozmawiać, Marta proszę…
- Jakie „Marta proszę”? Kurwa, Krzysiek, spierdoliłeś tak ważną rzecz dla siebie i dla nas wszystkich. Jak mam, do kurwy, nie być wściekła i „byś łaskawsza”?!
- Wiesz, chyba nie ma sensu, żebym, tu siedział… - powiedział wstając i kierując się w stronę drzwi
- No jeśli liczyłeś na to, że pogłaszczę cię po główce i powiem „nic się nie stało Krzysiu”, to faktycznie nie ma sensu, żebyś tu siedział i będzie lepiej jak sobie pójdziesz i dasz mi ochłonąć – odpowiedziała mu Marta.
            Krzysiek wyszedł bez słowa trzaskając drzwiami, a Marta rzuciła za nim poduszką. Była na niego tak wściekła, jak chyba jeszcze nigdy dotąd. Jak on mógł postąpić tak nieodpowiedzialnie? Do kurwy nędzy, tak nie zachowuje się dorosły, odpowiedzialny podobno facet! Marta włączyła laptopa i zaczęła grzebać w informacjach, jakie na ten temat wyszukała. Czytając, coraz bardziej złość przechodziła jej z Krzyśka na te wszystkie, jej ulubione z resztą, dziennikarskie hieny. Wiadome jest, że nie będzie wychwalany, ale tego jak wszyscy trzej zostali przedstawieni, nie spodziewała się nawet w najczarniejszych scenariuszach. Pisali coś o jakiejś bójce pomiędzy nim a Kadziewiczem, której na pewno nie było, pisali też, że uczestnicy tej „eskapady” już od dawna mają problemy z alkoholem, że to nie pierwszy taki ich „wybryk”. Marta czuła narastającą wściekłość z każdym kolejnym artykułem. Jednocześnie ulatywała z niej złość na Krzyśka. Coraz bardziej wkurzała się na siebie, że tak potraktowała przyjaciela, a jednocześnie było jej go szkoda, że został tak obsmarowany. Zrobiło jej się strasznie głupio, niewiele myśląc napisała smsa: „Nawet jeśli wszyscy już w Ciebie zwątpili pokaż, że się mylili…”. Był to fragment jednego z kawałków Paktofoniki, jej ulubionego składu. Gdy odpowiedź nie nadchodziła, Marta wiedziała, co ma robić. Czym prędzej zbiegła na dół, złapała bluzę i rzuciła do siedzących w salonie rodziców:
- Wychodzę do Krzyśka, nie wiem o której wrócę, mam ze sobą telefon! – i już jej nie było. Biegła ile sił w nogach na ich ulubioną ławeczkę. Wiedziała, że Krzysiek tam jest i złościła się sama na siebie, że nie pomyślała o tym wcześniej. Już z daleka zobaczyła jego sylwetkę. Siedział, chowając twarz w dłoniach.
- Przepraszam – wydyszała, kucając przy przyjacielu – przepraszam, jestem totalną idiotką. Krzyś, spójrz na mnie – Marta delikatnie odsunęła jego ręce od twarzy. Pierwszy raz zobaczyła łzy w jego oczach
- Jestem kretynem, Mała. Spierdoliłem wszystko, co tylko mogłem. Nikt ze mną nie chce rozmawiać, sam jestem sobie winien…
- Tak Krzyś, jesteś sobie winien… Ale nie jesteś sam! Jestem z tobą i zawsze będę – pogłaskała przyjaciela po policzku, jednocześnie ocierając spływającą łzę – przepraszam za moje zachowanie w domu. Jestem tak głupia! Zamiast od początku cię wspierać, ja jak zwykle musiałam najpierw nadrzeć niepotrzebnie mordę…
- Zasłużyłem, po prostu zasłużyłem…
- Nie Krzysiu, ja nie jestem od tego, żeby cię oceniać, czy wydawać osądy na twój temat. Jestem od tego, by cię wspierać. Przejdziemy przez to razem, jestem z tobą, brat – Marta uśmiechnęła się i ku jej uciesze przyjaciel odwzajemnił uśmiech – a reszta? Pieprzyć resztę! Zobaczysz, pożałują i zmienią zdanie szybciej, niż ci się wydaje. Napisałam ci wcześniej: „Nawet jeśli wszyscy już w Ciebie zwątpili pokaż, że się mylili”. Wiadomo, najbliższe dni nie będą kolorowe, ale po to właśnie tu jestem… I ty im właśnie wszystkim pokażesz, że się pomylili. No, dosyć tych smętów, idziemy połazić! – dodała wstając. Krzysiek, spełniając prośbę przyjaciółki, przyciągnął ją do siebie i mocno przytulił
- Dziękuję ci Mała i… przepraszam, przepraszam, że cię zawiodłem… - zaczął
- Powiedziałam, koniec smętów! Było, co było, pozostaje nam odliczać do Sylwestra i o północy będziemy świętować podwójnie! A teraz najważniejsze jest to, co przed nami… A przed tobą liga i Skra, i na tym właśnie musisz się skupić… A teraz chodźmy, bo ranek nas zastanie – zażartowała Walawska, po czym oboje wolnym krokiem ruszyli przed siebie.
            Przeprowadzka Marty trwała w najlepsze. W czasie, gdy przebywała w Wałbrzychu do Warszawy zdążyła przenieść się już Karolina i od kilku dni razem z Maćkiem mieszkali w ich bielańskim nabytku. Krzysiek pomagał w przewożeniu rzeczy Walawskiej, co powodowało niejedną sprzeczkę przyjaciółek. Mimo kilkukrotnych prób rozmowy zarówno Marty, Maćka, jak i samego siatkarza z Karoliną, ta cały czas była zła na niego za sytuację, do której doprowadził. W końcu Ignaczakówna wzięła się na sposób i za każdym razem, gdy jej brat pojawiał się w mieszkaniu, ostentacyjnie zamykała się w pokoju, trzaskając przy tym drzwiami. Krzysiek dzielnie to znosił. Wiedział, że prędzej, czy później siostrze przejdzie. Miał tylko nadzieję, że nadejdzie to właśnie prędzej, niż później.
Sierpień kończył się nieubłagalnie. Marta zaplanowała na ostatni tydzień wyjazd do Piły. Kamil urządził się już w wynajmowanym tam mieszkaniu, więc zdecydowała się go odwiedzić. Miała również nadzieję, że spotka się z Michałem. Tak, tym samym, którego poznała na Memoriale Wagnera. Bardzo go polubiła i byli ze sobą w stałym kontakcie. Krzysiek natomiast miał na ten tydzień zaplanowany wyjazd do Ostrołęki. Złość Ewy na siatkarza minęła prawie tak szybko jak Marty i zaprosiła chłopaka do siebie. Mieszkała sama, bo od rodziców wyprowadziła się jeszcze przed studiami, wyjeżdżając do Warszawy. Potem, gdy wróciła do Ostrołęki śmiała się, że nie będzie wiecznie żyć u mamy na garnuszku, więc kupiła mieszkanie na sąsiednim osiedlu i od 3 lat pracowała w Szkole Podstawowej nr 1 im. Stanisława Jachowicza jako nauczycielka matematyki. W związku z tym miała ostatni tydzień wakacji i chociaż urlop już jej się skończył, do pracy chodziła tak naprawdę maksymalnie na dwie godziny dziennie. Krzysiek bardzo się cieszył na ten wyjazd, wiązał z nim pewne nadzieje. Traktował Ewę poważnie, zaczynało mu na niej bardzo zależeć. I chociaż nie do końca wyobrażał sobie ich związek w momencie, gdy dzieliło ich prawie trzysta kilometrów, wierzył, że to się uda.
Marta i Krzysiek siedzieli w kinie, trwały właśnie standardowe reklamy przed filmem. Zdecydowali już dawno, że gdy tylko „Skazany na bluesa” wejdzie do kin, pójdą na niego przy pierwszej możliwej okazji. Nie zawiedli się. Film okazał się rewelacyjny, a Kot, mimo swojego debiutu na dużym ekranie, zagrał naprawdę świetnie. Do tego muzyka i fragmenty prawdziwych koncertów zawarte w filmie sprawiały, że oglądało się go jak dokument. Marta Dżem kochała od zawsze, a osoba Ryszarda Riedla była dla niej postacią zarówno tragiczną, jak i genialną. Strasznie żałowała, że nie urodziła się co najmniej dziesięć lat wcześniej. Miałaby wtedy szansę chociaż raz być na koncercie tego zespołu i usłyszeć Ryśka na żywo. W związku z tym, oglądając „Skazanego” nie stroniła od łez.
Po seansie oboje wrócili do domu, by się spakować. Nazajutrz każde ruszało w swoją stronę. Gdy weszli do salonu, Karolina oglądająca telewizję jak zwykle wstała i bez słowa poszła do pokoju trzaskając drzwiami. Maciek spojrzał na nich przepraszającym tonem, na co Krzysiek westchnął i usiadł na kanapie. Marta miała dosyć fochów przyjaciółki. Z impetem weszła do jej pokoju, również trzaskając drzwiami, by nie było słychać ich rozmowy. Mimo wszystko zarówno Maciek, jak i Krzysiek z pewnością słyszeli każde ich słowo.
- Jesteś pojebana, wiesz?! Zachowujesz się jak rozwydrzona piętnastolatka, która niesłusznie dostała szlaban od rodziców! Sprawia ci to satysfakcję, że pokazujesz mu, jak bardzo masz go w dupie? – wykrzyczała przyjaciółce.
- Skończ – Karolina gniewnie zmrużyła oczy – po co go tu w ogóle przywiozłaś? Prosił cię ktoś o to? Ja go tu nie zapraszałam!
- Czekaj, czekaj, niech no tylko pomyślę… – zaczęła ironizować Marta – może dlatego, że jest moim przyjacielem? I może dlatego, że to również moje mieszkanie, więc mam tu coś do powiedzenia? A może też dlatego, że mam w dupie to, że ty go tu nie zapraszałaś i na pewno nie będę patrzyła na to, czy ci się to podoba, czy nie? Karolina, do kurwy, zachowuj się w końcu! Spierdolił sprawę i on to wie. Powiesił na nim psy chyba każdy, kto tylko mógł. Kto ma go w takim razie wspierać, jak nie najbliżsi? Jesteś jego siostrą, kurwa, jakbyś zapomniała! To tylko pieprzona kadra, a traktujesz go, jakby wyrządził ci nie wiem jak wielką krzywdę. To jego porażka i tylko jego. Nie twoja! Więc zachowuj się w końcu, jak przystało na siostrę do cholery, bo wkurwiasz mnie niesamowicie! – skończywszy swój monolog wyszła z pokoju, nie czekając na odpowiedź przyjaciółki.

* * *
Rodział siódmy jest. Konstruktywna krytyka mile widziana. Pozdrawiam, niecodzienna.

poniedziałek, 10 września 2012

ROZDZIAŁ 6.


- Kurde, czemu on dzisiaj nie gra?! – Karolina denerwowała się, że na boisko zamiast jej brata wchodzi Piotr Gacek – przecież jest lepszy!
- Będzie miał szansę jutro i w niedzielę, Norwegia to tak prosty przeciwnik, że Lozano może sobie pozwolić na eksperymenty, nawet wśród libero – odpowiedziała jej Marta
            Mecz przebiegał bez większych zakłóceń. Zapowiadało się na „szybkie 3:0”. Pierwszy set Polacy wygrali do 19, drugi do 14. Trwał trzeci set, gdy Marta usłyszała rozmowę dwóch chłopaków siedzących obok:
- Mam nadzieję, że jutro zagra Ignaczak. Ciekawe, czy dzisiaj będzie się bawił w zdjęcia i autografy – powiedział pierwszy
- Ignaczak, Ignaczak – odpowiedział mu drugi, przedrzeźniając go – w reprezentacji jest tylu innych zajebistych siatkarzy, a ty w kółko tylko Ignaczak i Ignaczak. Ogarnąłbyś się chłopie, bo zachowujesz się, jak rasowa trzynastolatka, wzdychająca do swojego idola! – zakpił
- Mówisz tak, bo mu zazdrościsz, że gra w reprezentacji! – zapiszczał ten pierwszy w taki sposób, że Marta roześmiała się odrobinę za głośno. Obaj spojrzeli na nią, a ten drugi gniewnie zmrużył oczy.
- Z czego się śmiejesz?! – zapytał wyraźnie podenerwowany
- Z waszej wymiany zdań – odpowiedziała wyraźnie rozbawiona – a jeśli chodzi o ścisłość, to Krzy… Ignaczak na pewno po meczu podejdzie do band. A w ogóle, to Marta jestem, gdzie moje maniery – dodała nadal śmiejąc się i wyciągnęła rękę do chłopaka siedzącego przy niej
- Michał – odpowiedział, odwzajemniając uścisk – a ten buc obok, to Zbyszek – dodał wskazując na swojego towarzysza. Marta podała również rękę drugiemu chłopakowi, po czym przedstawiła im Karolinę i Maćka, którzy przysłuchiwali się rozmowie, którą prowadziła.
- Ej, ja was znam! – Karolina zamyśliła się chwilę – Plażówka… Poniżej 18. roku życia. Ubiegłoroczni Mistrzowie Europy i Wicemistrzowie Świata!
- Dokładnie tak! – Zbyszek dumnie wypiął pierś, wyraźnie zadowolony z faktu, że ktoś ich rozpoznał – duet Kubiak i Bartman we własnej osobie
- Oo, gratuluję – powiedziała Marta – niezbyt interesuję się siatkówką plażową, żeby nie powiedzieć wcale, więc nie ogarnęłam was, mam nadzieję, że się nie gniewacie? – zażartowała
- Ja też w sumie nie, mówił mi Krzy… mój brat znaczy – poprawiła się szybko Karolina, gdy Marta dała jej niewidzialnego kopniaka – bo on się ogarnia w temacie i gdzieś tam mi się wasze zdjęcia rzuciły w oczy
- Nie, no dajcie spokój – powiedział Michał – my w sumie skończyliśmy z plażówką, ja w tym roku zaczynam grać w Jokerze Piła, za to Zbyszek w tym roku leci do WŁOCH! – dodał tonem, który jednoznacznie wskazywał, że jest dumny z przyjaciela.
- To tym bardziej gratuluję i oczywiście powodzenia wam życzę – powiedziała Marta, uśmiechając się. W czasie ich rozmowy Polacy rozgromili Norwegów w 3. secie do 16 i mecz dobiegł końca – to jak, schodzimy polować na Ignaczaka? – dodała do chłopaków, puszczając oczko
- No pewnie! – rozentuzjazmował się Michał, na co Zbyszek westchnął.
            Zeszli na dół i próbowali przecisnąć się przez narastający z każdą chwilą tłum. Krzysiek wyraźnie wypatrywał kogoś w tym tłumie. Marta wiedziała, że szuka ich. W końcu wypatrzył Walawską i pomachał do nich, wyraźnie rozradowany.
- Czemu mam wrażenie, że on właśnie do nas pomachał? – zapytał zdziwiony Michał, jednak zamiast odpowiedzi, nowopoznana dziewczyna złapała go za rękę, żeby nie zgubili się w tym tłumie i sprawnie przecisnęła się do początku, po czym przeskoczyła przez bandy i rzuciła się Krzyśkowi na szyję.
- Mam wrażenie, jakbym cię nie widziała z rok! Gratuluję wygranej! – pisnęła mu do ucha
- Spokojnie Mała, bo ploty pójdą – zaśmiał się Krzysiek, stawiając Martę na ziemię – gdzie masz moją siostrę?
- Gdzieś tam się przeciskają z Maćkiem, dotrze na pewno. Natomiast tutaj jest ktoś, kto nie pogardziłby poznaniem Cię – odpowiedziała, wskazując na osłupiałego Michała – to jest Mi…
- Michał Kubiak, poznaję. O, jest i Zbigniew Bartman. No, no, gratuluję chłopaki! – powiedział, podając im rękę – a w ogóle, to Krzysiek jestem – dodał
- Dzięki – odpowiedział Michał i wyraźnie się rozkręcił – wiesz, strasznie miło mi cię poznać! Wiesz… - kontynuował, ale Marta wyłączyła się z ich rozmowy. Poczuła, jak ktoś odciąga ją na bok
- Dobrze się bawisz? – syknął Zbyszek
- O co ci chodzi? – Marta była zdezorientowana – chciał poznać Krzyśka, trafił się w dobrym miejscu i dobrym czasie, to go poznał. Tak wiem, że ciebie to nie interesuje, ale naprawdę nikt nie każe ci tutaj stać, skoro się nudzisz – dodała z przekąsem
- Robisz z nas debili, wypytu… a z resztą – machnął ręką – masz rację, nie muszę tu stać. Cześć! – powiedział, po czym odwrócił się na pięcie i tyle go wszyscy widzieli. Marta nie miała jednak czasu przejmować się chłopakiem, bo zobaczyła nadchodzących w ich stronę Gołasiów. Podbiegła do nich i przywitała się.
- Was też mam wrażenie, jakbym nie widziała z rok! Jak tam nowożeńcy? Jak podróż poślubna? Gotowi do wyjazdu? – zasypywała ich pytaniami Marta. Arek tylko się roześmiał i potargał jej włosy
- Skąd ty wiecznie masz tyle energii, dziewczyno? – powiedział
- Zawsze jak widzę przyjaciół, zwłaszcza tych, za którymi cholernie tęsknię, to mi się udziela – zaśmiała się Marta, po czym zwróciła się do Agi – gdzie nocujesz?
- W zasadzie, to nie ogarnęłam sobie żadnego noclegu i za dwie godziny mam pociąg.
- No co ty, daj spokój! U nas miejsce się znajdzie, zostań do niedzieli, przy okazji trochę nadrobimy, zanim znowu będę was widziała od wielkiego dzwonu! Noo… nie daj się prosić! Zobacz, Arek też się ucieszy – spojrzała wymownie na „Gołego”, by potwierdził jej słowa, jednak on nie musiał tego robić. Aga uśmiechnęła się tylko i skinęła głową – no i tak ma być! Dobra, to co robimy z tak pięknie rozpoczętym popołudniem? – zaśmiała się, pytając reszty
- Nie rozpędzaj się tak Mała – sprowadził ją na ziemię Arek – możemy ogarnąć jakiś kąt dla siebie i pogadać podczas meczu Chin z Holandią, a potem wracamy do hotelu, dzisiaj chyba mamy jeszcze siłownię, w końcu jutro i pojutrze jeszcze gramy – dodał
            Tak więc zrobili. Michał również usiadł z nimi. Doskonale odnalazł się w towarzystwie, widać było, że pomimo pierwszej nieśmiałości, potrafi dogadać się z każdym. Marta pociągnęła Krzyśka, żeby usiadł obok niej. Musieli w końcu nadrobić te trzy tygodnie, podczas których nie mieli dla siebie zbyt wiele czasu. Walawska opowiedziała przyjacielowi o pobycie nad morzem, o malowaniu i sprzeczce z Karoliną o kolor ścian, wspomniała również o Kamilu, który na swój sposób „wyleczył” ją z Jaśka, dodała jednak, że ma wątpliwości, czy to jest właśnie ten facet, który rozpocznie erę „po Jaśku”.
- I bardzo dobrze, ile można czekać na jakiegoś głupka – Krzysiek uśmiechnął się do przyjaciółki – zobaczysz, że wszystko ułoży się po Twojej myśli, a ten cały Gregorczyk, jeszcze będzie cię na kolanach błagał, żebyś do niego wróciła! Ale wtedy już będzie zdecydowanie za późno, więc będzie chłopak żałował, oj będzie… A Kamil jest fajnym chłopakiem, tyle mogę powiedzieć po tym, jak go trochę poznałem wcześniej.
- Wiesz, najbardziej z takiego obrotu sprawy cieszy się Karola, rzuca taką wazeliną, że niedobrze się robi. No i trochę się obawiam, bo wiesz… Ja w Warszawie, on w Pile, to prawie czterysta kilometrów
- No tak, moja siostra ma tendencję do przesłodzenia – zaśmiał się – ale wiesz, że ona chce dla ciebie jak najlepiej. A odległością się nie przejmuj! Spójrz na Karolinę i Maćka, popatrz na mnie i na Ewę… - zawahał się
- O właśnie, a jak tam u was?
- Do przodu, staramy się – znowu się zaśmiał – wiesz, to naprawdę świetna dziewczyna, jesteśmy w stałym kontakcie. Wiesz, nie chciałbym tego spieprzyć…
- Daj spokój, co masz spieprzyć? Jesteś fajnym facetem, brat, więc ogarnij się i do roboty! – Marta jak zawsze pałała optymizmem.
            Mecz skończył się niestety za szybko. Holendrzy pokonali Chińczyków 3:0 i chłopcy musieli wracać do hotelu. Wszyscy pożegnali się z Arkiem i Krzyśkiem, Marta z Michałem wymienili się numerami telefonów, by umówić się na jutro, po czym każdy ruszył w swoją stronę.
            W sobotę przyszedł również Zbyszek, który przeprosił Walawską za swoje wczorajsze zachowanie i również zintegrował się z całym towarzystwem. Polska wygrała z Chinami 3:2, rozkładając ich na łopatki tie-breaku stosunkiem 15:9, a po meczu znów wszyscy siedzieli z boku, żartując i dobrze się bawiąc. Ostatniego dnia nasza reprezentacja niestety przegrała z Holendrami 2:3, zajmując ostatecznie drugie miejsce w całym turnieju.
            Zarówno Marta, jak i Karolina nie próżnowały i przez cały weekend starały się jak najwięcej czasu spędzać zarówno z Krzyśkiem i Arkiem, jak również z Agą oraz z nowopoznanymi kolegami, Michałem i Zbyszkiem, którzy naprawdę przypadli im do gustu. I wszystko byłoby „kolorowo”, gdyby nie wydarzył się pewien incydent…

* * *
Ha! Mamy szóstkę. Poza następnym rozdziałem, który do optymistycznych należał nie będzie, szykuje się trochę śmiechu :) Pozdrawiam, niecodzienna